-
Młode małżeństwo po wizycie u lekarza siedzi w poczekalni. Po chwili lekarz wzywa samą kobietę i mówi:
- Pani mąż cierpi na bardzo rzadką przypadłość, która jest związana bezpośrednio z codziennym stresem. Jeżeli nie będzie pani postępowała według moich wskazówek, mąż umrze. Proszę pamiętać, aby dostał każdego ranka zdrowe śniadanie do łóżka. Musi pani być dla niego miła i dbać o jego dobre samopoczucie. Obiady powinny składać się tylko i wyłącznie ze zdrowej żywności, podobnie kolacje. Niech pani nie dzieli się z nim złymi wiadomościami, wszelkie problemy powinna pani sama załatwić. Proponuję, aby po domu chodziła pani w samej bieliźnie, to go uspokoi i zrelaksuje. Wszystkie robótki domowe proszę wykonywać sama, bo zdrowie męża jest najważniejsze. Większość czasu mąż powinien spędzić w łóżku, oglądając telewizję. Ach, i jeszcze jedno. Proszę uprawiać seks siedem razy w tygodniu, dwa razy dziennie przez dziesięć miesięcy. Mąż z tego wyjdzie.
W drodze do domu zaciekawiony mąż pyta żonę o to, co powiedział lekarz, a ona:
- Niestety, wkrótce umrzesz.
-
Jaś zrobił wreszcie prawo jazdy i prosi ojca o pożyczenie samochodu. Ojciec ostro:
– Popraw oceny w szkole, przeczytaj Biblię i zetnij włosy, to wrócimy do tematu.
Po miesiącu chłopak przychodzi do ojca i mówi:
– Poprawiłem stopnie, a Biblię znam już prawie na pamięć. Pożycz samochód!
– A włosy?
– Ale tato! W Biblii wszyscy: Samson, Mojżesz, nawet Jezus mieli długie włosy!
– O, widzisz, Jasiu! I chodzili na piechotę...
-
Blondynka została policjantką. Pierwsza interwencja: Zatrzymuje autobus. Przechodzi ogląda zaczyna coś spisywać... Podchodzi do kierowcy i mówi:
-To będzie wynosiło 4200 złotych.
- Co??? - odpowiada kierowca.
- Proszę pana to nie moja wina , że pasażerów jest 42, a za każdą osobę bez pasów należy się 100zł...
-
Blondynka dzwoni do informacji na dworcu kolejowym.
- Przepraszam, jak długo jedzie pociąg z Krakowa do Warszawy?
- Chwileczkę...
- Dziękuję.
-
Dwie blondynki jadą do lasu po choinkę. Po kilku godzinach błąkania się po świerkowym zagajniku, jedna mówi do drugiej:
- Wiesz co? Bierzmy pierwszą lepszą, nawet bez bombek i wracajmy do domu.
-
Blondynka pyta swojego chłopaka:
- Czy to prawda, że płazy nie mają mózgu?
- Prawda żabciu. - odpowiada chłopak.
-
Blondynka wchodzi do sklepu i mówi:
- Poproszę papier toaletowy.
Sprzedawca pyta się czy taki czy inny, blondynka na wszystkie odpowiada nie. W końcu sprzedawca pyta się:
-Jaki to ma być w końcu ten papier?
Blondynka odpowiada:
- Byle nie biały, bo się szybko brudzi.
-
Blondynka przyszła do apteki.
- Czy są testy ciążowe?
- Są. - odpowiada farmaceuta.
- A trudne są pytania?
-
Jadą dwie blondynki autokarem i jedna mówi do drugiej:
-Patrz, jaki piękny las!
Druga na to:
-Nie widzę, drzewa mi zasłaniają.
-
Blondynka przychodzi do baru i zwierza się kelnerowi:
- Ale ja jestem głupia, nikt mnie nie lubi...
Kelner na to:
- Nie jest źle...
I zawołał:
- Ruda chodź tutaj!
I mówi:
- Idź do swojego domu i zobacz czy tam jesteś.
Po chwili ruda przychodzi zdyszana z domu i mówi:
- Nie było mnie tam!
A na to blondynka:
- Jaka głupia! Ja bym zadzwoniła!
-
Blondynka dzwoni do brunetki
- Cześć. Co robisz?
- Rozmawiam z Tobą.
- Aha, to nie przeszkadzam. Cześć.
-
Blondynka wypełnia formularz.
IMIĘ: Anna
NAZWISKO: Kowalska
URODZONA: Tak
-
- Nauczycielka prosi Jasia:
- Jasiu wytrzyj tablicę.
- Nie.
- Jasiu wytrzyj!
- No dobra. Ale gdzie jest szmatka?
- Poszukaj gdzieś w szafce.
- Przez ten czas nauczycielka pyta dzieci:
- Kochane dzieci co napisalibyście na moim grobie gdybym umarła?
A Jasiu znalazł szmatę i mówi:
- Tu leży ta szmata!
-
Przychodzi ksiądz po kolędzie do rodziny Jasia i oczywiście zadaje Jasiowi standardowy zestaw pytań:
- A ile masz lat ?
- Siedem.
- A do kościółka chodzisz?
- Chodzę.
- Co niedziela?
- Co niedziela.
- Z całą rodziną?
- Z całą.
- A do którego?
- Do Carrefoura.
-
Przy śniadaniu Jaś mówi do mamy:
- Mamusiu chyba nieświeże to jajko.
- Nie gadaj tylko jedz.
- A dzióbek też mam zjeść?
-
Pani na lekcji zapytała Jasia:
- Jasiu, odmień przez przypadki "kot".
- Mianownik - kot, Dopełniacz - kota,Wołacz - kici kici.
-
Jasio prosi mamę:
- Mamo , daj mi 3 zł dla biednego pana.
- A gdzie on jest?
- Tam przed blokiem, sprzedaje lody.
-
Przychodzi dziadek do lekarki. Ta bada go, bada i w końcu mówi:
- Panie Edziu, ja to bym pana nad morze wysłała.
- A co, jodu mi trzeba?
- Nie, przyzwyczajaj się pan do piachu.
-
Dwóch studentów przychodzi na egzamin ustny u profesora znanego z niefrasobliwości.
- Mam do panów tylko dwa pytania: jak się nazywam i co wykładam?
Na to jeden ze studentów szepce do drugiego:
- A mówili, że taki luzak...
-
Uroczystość ślubna w kościele. Trwa msza, wreszcie dochodzi do momentu złożenia przysięgi małżeńskiej. Ksiądz zapomniał jak pan młody ma na imię, więc wyłącza mikrofon i szeptem pyta:
- Jak pan ma na imię?
Pan młody nie reaguje. Ksiądz powtarza pytanie z większą emfazą:
- Jak pan ma na imię?!
Pan młody rozgląda się po kościele z pokerowym wyrazem twarzy. Kapłan chcąc niechcąc z powrotem włącza mikrofon, i już na całą świątynię pyta:
- Jak pan ma na imię?
Na to pan młody bierze z ręki księdza mikrofon, odwraca się twarzą do gości i mówi:
- Nasz pan ma na imię Jezus.